Zegar biologiczny jest dla kobiety mniej łaskawy niż dla mężczyzny. Kiedy wychodziłam za mąż „mierzyłam” sobie lat dziewiętnaście i każda trzydziestolatka wydawała mi się matroną w wieku średnim, a pięćdziesięciolatka staruszką dla której każdej warstwy kremu wciąż było za mało. W miarę upływu czasu postrzegałam takie osoby zupełnie inaczej.
Pamiętam, jak po latach małżeństwa powiedziałam mężowi, że jeśli mielibyśmy się kiedykolwiek rozstać, to przed pięćdziesiątką, bo każde z nas ma jeszcze szansę na ułożenie sobie życia z innym partnerem, a później to już nam się nie będzie chciało. Nie wiem skąd u mnie ta wiedza, bo żadnego rodzinnego doświadczenia w tej kwestii nie miałam. Wszyscy żyli przykładnie u boku swoich partnerów. Oczywiście miałam rację. Lenistwo postępujące z wiekiem przywiązuje do siebie małżonków coraz bardziej. Jedni mówią, że to miłość, inni, że przyjaźń lub przyzwyczajenie, bo przyzwyczajanie się do czyiś wad i zalet może trwać bardzo długo. Każde z nas znalazło swoją niszę, która stanowi intymność i ukojenie. Mąż jest typem sportowca, takim higienistą ciała i jak twierdzi umysłu. Ciągle mierzy się ze swoim „słusznym” wiekiem.
Mnie wystarcza długi spacer Pod Reglami, joga i krótkie przejażdżki na rowerze, ale i tak najbardziej lubię kierownicę mojego samochodu, dobre książki, kino i plotki z koleżankami. Jedno, co nas niewątpliwie łączy, to łazienka pełna produktów firmy BingoSpa. Ja mam ich oczywiście dużo więcej. Zawsze „ rozpychałam” się w domu – więcej ubrań, butów, długopisów, piór i innych bibelotów. Nie zaproszę jednak „Perfekcyjnej Pani Domu”, bo niczego się nie chcę pozbywać. Teraz ja jestem taką osobą dla której wszystkiego za mało. Zamiast jednej warstwy kremu nakładam pięć i to nie dlatego, że skóra ich potrzebuje, ale wszystkie mi się podobają i nie umiem się zdecydować na ten jedyny.
Oj! Ten zegar biologiczny. Wybieraj zatem mężu – albo zadbany dom, albo zadbana żona.
Menu

